26357 podróżnych przeczytało
Na najwyższym punkcie Janikulum, pośrodku dużego żwirowego placu, brązowy generał na brązowym koniu spogląda na południe, ponad całym Rzymem. Ma na głowie węgierski fez, na ramionach amerykańskie poncho i spokojny wyraz twarzy człowieka, który zakończył swoje dzieło. To Giuseppe Garibaldi, partyzant, który bardziej niż ktokolwiek inny przyczynił się do powstania zjednoczonych Włoch – a właśnie na tym wzgórzu w 1849 roku przegrał oblężenie, które przyniosło mu sławę.
Pomnik należy do największych i najbardziej politycznie znaczących dzieł rzeźby publicznej w Rzymie. Prawie żaden z turystów, którzy przychodzą tu na południowy wystrzał armatni lub dla widoku, nie zatrzymuje się, aby go odczytać. Ten przewodnik wyjaśnia, czym jest pomnik, dlaczego stanął właśnie w tym miejscu oraz jakie szczegóły większość odwiedzających mija, nie zwracając na nie uwagi.
Spis treści
ToggleGaribaldi był niezwykłym rodzajem bohatera narodowego – zawodowym rewolucjonistą, który swoje najważniejsze kampanie wygrywał z ochotnikami w czerwonych koszulach, odrzucał oferowane mu tytuły i nagrody, a na koniec wycofał się na niewielką skalistą wyspę, gdzie zajął się gospodarstwem. Walczył po stronie republik w Brazylii, Urugwaju i Francji, w 1849 roku bronił Rzymu przed armią francuską, w 1860 roku najechał Sycylię z tysiącem ludzi, a pod koniec tego samego roku osobiście przekazał południową część Włoch królowi, którym prywatnie gardził. Włosi nadali mu przydomek l’Eroe dei Due Mondi – Bohater Dwóch Światów – ponieważ walczył od pampasów Ameryki Południowej po góry Sycylii.
Rzeźbiarz umieścił oba te światy bezpośrednio w przedstawieniu Garibaldiego. Spójrzcie na jego głowę: nosi niewielką sztywną czapkę zwaną berretto magiaro, fez w stylu węgierskim przyjęty podczas republikańskich kampanii. Ramiona okrywa długie południowoamerykańskie poncho kawaleryjskie, które zaczął nosić w Montevideo w latach 40. XIX wieku. To jedyny pomnik konny w Rzymie, na którym bohater przedstawiony jest w stroju zagranicznego ochotnika.
Wybór Janikulum nie był przypadkowy. 30 kwietnia 1849 roku wojska francuskie wysłane przez Ludwika Napoleona Bonaparte zaatakowały Rzym, aby przywrócić władzę papieżowi, który uciekł z krótkotrwałej Republiki Rzymskiej. Garibaldi, dowodzący mieszaną formacją włoskich ochotników, przez dwa miesiące powstrzymywał ich na zboczach tego właśnie wzgórza. 30 czerwca, po jednych z najkrwawszych walk ulicznych, jakie Rzym widział od czasów starożytnych, Republika skapitulowała. Garibaldi uciekł na wschód przez Półwysep Apeniński podczas legendarnego odwrotu. Papież powrócił. Wszystko wyglądało na zakończone.
Tak jednak nie było. 21 lat później, 20 września 1870 roku, wojska włoskie przełamały Mury Aureliana przy Porta Pia i ostatecznie odebrały Rzym papiestwu. Kolejne 25 lat później, 20 września 1895 roku – w rocznicę tego wydarzenia – nowo zjednoczone królestwo odsłoniło pomnik dokładnie na grzbiecie wzgórza, na którym Garibaldi przegrał oblężenie. Wybór miejsca był świadomym gestem: Rzym ostatecznie stał się tym, o co Garibaldi walczył, a państwo postawiło jego pomnik na terenie, którego nie zdołał utrzymać.

Pomnik powstał w wyniku ogólnokrajowego konkursu projektowego. W nowo otwartym Palazzo delle Esposizioni zaprezentowano 37 modeli. W jury zasiadali rzeźbiarz Giulio Monteverde, architekt Camillo Boito, malarz Domenico Morelli, grupa parlamentarzystów oraz ówczesny premier Agostino Depretis. Zwycięski projekt przygotował florencki rzeźbiarz Emilio Gallori (1846–1924), stosunkowo konserwatywny przedstawiciel akademizmu, którego jedynym wcześniejszym dużym pomnikiem publicznym było upamiętnienie poety Metastasia w pobliżu Chiesa Nuova.
Teren pod budowę przekazano 15 maja 1892 roku. Kamień węgielny położono 19 marca 1895 roku w obecności rodziny królewskiej. 20 września tego samego roku pomnik odsłonięto podczas uroczystości, w których uczestniczyły ogromne tłumy.
Późniejsza kariera Galloriego miała jeszcze spokojny epilog. Gdy w 1902 roku zmarł inny rzeźbiarz, Enrico Chiaradia, pozostawiając niedokończony ogromny brązowy pomnik konny króla Wiktora Emanuela II przeznaczony dla Vittoriano, Gallori został poproszony o pomoc w jego ukończeniu. Ta sama ręka współtworzyła więc dwa wielkie rzymskie pomniki konne – republikańskiego generała na Janikulum i króla na Ołtarzu Ojczyzny – oddalone od siebie o 20 lat i szerokość historycznego centrum. Przy dobrej pogodzie z tego wzgórza można zobaczyć drugi z nich.

Spójrzcie teraz na przednią część cokołu, na niewielkie słowa wyryte w kamieniu:
ITALIA E VITTORIO EMANUELE.
To jedna z najbardziej osobliwych politycznych inskrypcji w Rzymie. Garibaldi podbił Neapol i Sycylię w 1860 roku, następnie pojechał do Teano i osobiście przekazał całe zdobyte terytorium królowi Piemontu Wiktorowi Emanuelowi II. Dwa lata później, w 1862 roku, gdy Garibaldi na własną rękę podjął marsz na Rzym, armia tego samego króla zraniła go w nogę pod Aspromonte i aresztowała. W 1867 roku spróbował ponownie; armia włoska zatrzymała go pod Mentaną. Generał, bez którego powstanie królewskich Włoch nie byłoby możliwe, za każdym razem, gdy próbował dokończyć dzieło zjednoczenia, był traktowany przez powstałe państwo jak zagrożenie dla porządku publicznego.
Dedykację na pomniku – „Włochom i Wiktorowi Emanuelowi” – stworzyło zjednoczone państwo, które potrzebowało obu postaci w swoim micie założycielskim: republikańskiego bohatera i konstytucyjnego króla, ustawionych obok siebie, z przemilczanym napięciem między nimi. Stańcie przed cokołem i przeczytajcie te cztery słowa – patrzycie na włoskie budowanie narodu jako kompromis wykuty w kamieniu.
Ten fragment historii pomnika pomija nawet większość przewodników.

Według kilku źródeł, gdy pomnik odsłonięto w 1895 roku, Garibaldi i jego koń byli ustawieni inaczej niż obecnie – generał spoglądał na północny zachód, w stronę Watykanu. Królestwo Włoch i papiestwo nie utrzymywały ze sobą stosunków od 25 lat, czyli od wkroczenia wojsk włoskich do Rzymu w 1870 roku. Papież ogłosił się „więźniem Watykanu”. Ustawienie antyklerykalnego generała na Janikulum ze wzrokiem skierowanym na Bazylikę św. Piotra było bardzo czytelnym gestem politycznym.
Konflikt zakończył się 11 lutego 1929 roku, gdy Mussolini podpisał z Watykanem traktaty laterańskie. Według przekazów podczas towarzyszących im negocjacji Kościół domagał się usunięcia zarówno pomnika Giordana Bruna na Campo de’ Fiori – spalonego heretyka – jak i pomnika Garibaldiego na Janikulum – postaci o potępianej przez Kościół reputacji – uznając je za zniewagę. 13 maja 1929 roku Mussolini wygłosił w parlamencie przemówienie, w którym odmówił: Bruno zostaje. Garibaldi zostaje. Był gotów zawrzeć pokój z Watykanem, ale nie wycofać się z dziedzictwa Risorgimenta.
Jakiś czas po tym przemówieniu pomnik został jednak obrócony. Dziś Garibaldi patrzy na południe, ciało konia ustawione jest na osi wschód–zachód, a Watykan znajduje się na północy – poza bezpośrednią linią jego wzroku. Stańcie za ogonem konia, patrząc na zachód, a kopuła Bazyliki św. Piotra znajdzie się daleko po prawej stronie. Stańcie przed generałem i spójrzcie na jego twarz – patrzy całkowicie w inną stronę niż Watykan. Stare rzymskie powiedzenie ujmuje to dosadniej niż jakikolwiek przewodnik: ora il cavallo mostra il sedere a San Pietro – „teraz koń pokazuje zad św. Piotrowi”. Geometria nie jest aż tak dokładna, lecz polityczny sens pozostaje bezsporny – Garibaldi nie patrzy już na papieża.
Dokładny sposób i moment obrócenia pomnika należą do tych fragmentów historii Rzymu, które wyraźniej zachowały się w tradycji ustnej niż w archiwach; oficjalna dokumentacja pomnika niewiele o tym mówi. Fizyczne ślady można jednak zobaczyć na wzgórzu i nie odpowiadają one pierwotnym fotografiom z 1895 roku.
Cokół zaprojektowano jako program obrazowy. Gallori opracował cztery strony, każdą z grupą z brązu i kamienną płaskorzeźbą, które bez użycia słów opowiadają o życiu Garibaldiego.

Przy przednich narożnikach, po obu stronach dedykacji, znajdują się dwie duże alegoryczne postacie kontynentów: Europa – siedząca kobieta z bykiem, uczonym i małym dzieckiem – oraz Ameryka po przeciwnej stronie, przedstawiona jako kobieta w indiańskim nakryciu głowy, z lwem u stóp. Między nimi znajduje się płaskorzeźba wilczycy kapitolińskiej karmiącej Romulusa i Remusa, wykuta w kamieniu niczym deklaracja, że sama wilczyca udziela swojej aprobaty.
Przy tylnych narożnikach znajdują się dwie sceny walki. Jedna przedstawia obronę Rzymu – ludzie Garibaldiego strzelają z barykady, a u ich stóp leży poległy towarzysz. Druga ukazuje lądowanie w Marsali na Sycylii w maju 1860 roku, czyli początek kampanii, która odebrała Królestwo Obojga Sycylii na rzecz Włoch. Wzdłuż całego cokołu biegnie fryz przedstawiający uzbrojenie starożytnego Rzymu – hełmy, tarcze, związane włócznie i wieńce laurowe – jakby miał podkreślać, że wojna Garibaldiego stanowiła kontynuację dawnych rzymskich walk.
Lew przykucnięty u stóp alegorii Ameryki również nie jest zwykłą dekoracją. To Lew z Caprery – niewielkiej skalistej wyspy u wybrzeży Sardynii, na której Garibaldi osiadł, hodował owce i ostatecznie zmarł w 1882 roku. Na cokole przedstawiono całą geografię jego życia: Europę, Amerykę, Rzym i Caprerę. Cztery narożniki obejmują biografię rozciągającą się na dwa kontynenty.
Obejdźcie cokół z jednej strony, a znajdziecie na nim najsłynniejsze słowa przypisywane Garibaldiemu, wykute w kamieniu:
ROMA O MORTE.
Rzym albo śmierć. Wypowiedział je 19 lipca 1862 roku podczas wiecu w Marsali, rozpoczynając nieautoryzowany marsz na północ, którego celem było odebranie Rzymu papieżowi. Nie miał zgody włoskiego rządu. Miesiąc później rząd wysłał armię, aby go zatrzymać, a pod Aspromonte w Kalabrii Garibaldi został postrzelony w nogę. Państwo, które pomógł stworzyć, aresztowało własnego bohatera za próbę dokończenia jego budowy.
Zestawienie tych trzech słów z umieszczonym z przodu tego samego pomnika napisem Italia e Vittorio Emanuele jest świadomą ironią. Włochy potrzebowały obu opowieści zapisanych w kamieniu: lojalnego żołnierza i działającego wbrew prawu patrioty. Dlatego znalazły się tu obie.

U podstawy inskrypcji ROMA O MORTE leży zniszczony brązowy wieniec. Na wstędze widnieje napis: A Giuseppe Garibaldi nel centenario della sua nascita, la Massoneria Italiana. AN. MDCCCCVII A.V.L. – „Giuseppe Garibaldiemu w stulecie jego urodzin, masoneria włoska. Rok 1907 Prawdziwego Światła”. Sposób datowania zdradza jego pochodzenie: zastosowano kalendarz masoński. Wieniec był darem dla Garibaldiego, wolnomularza i pierwszego Wielkiego Mistrza zjednoczonej włoskiej masonerii, przekazanym przez jego własną lożę w setną rocznicę urodzin. Umieścił go Ettore Ferrari – rzeźbiarz, który wykonał również pomnik Giordana Bruna na Campo de’ Fiori, kolejnej postaci, której usunięcia chciały zarówno reżim faszystowski, jak i Kościół.
W okresie faszyzmu oryginalny wieniec usunięto z pomnika i zastąpiono symbolami faszystowskimi. Widoczny dziś wieniec masoński jest kopią, którą przywrócono na pierwotne miejsce dopiero w 1943 roku, gdy reżim chylił się ku upadkowi. Ten niewielki ciemny przedmiot u stóp inskrypcji jest materialnym śladem XX wieku – umieszczony w 1907 roku, zniszczony w latach 30. i przywrócony w 1943 roku – a niemal nikt odwiedzający pomnik nie zdaje sobie sprawy, na co patrzy.
Problemy pomnika w XX wieku nie miały wyłącznie charakteru politycznego. Stoi on w najwyższym punkcie Rzymu, a na granitowej podstawie wznosi się dziewięć metrów brązu. Piorun uderzył w niego trzy razy: we wrześniu 1944 roku, w lipcu 1963 roku oraz – najpoważniej – 7 września 2018 roku, kiedy wyładowanie znacznie uszkodziło sam cokół. Po uderzeniu z 2018 roku pomnik pozostawał zamknięty przez kilka lat. Po renowacji przeprowadzonej przez miejskie służby ochrony zabytków ponownie udostępniono go jesienią 2022 roku. Dyskretnie zamontowano również instalację odgromową, aby ewentualne czwarte uderzenie spowodowało mniejsze szkody. Dlatego cokół wygląda dziś na wyjątkowo dobrze zachowany w porównaniu z innymi XIX-wiecznymi pomnikami Rzymu.
Większość turystów fotografuje konia i generała z odległości 20 metrów, po czym idzie dalej. W ten sposób umyka sens całego pomnika. To jeden z nielicznych rzymskich monumentów, którego każda strona opowiada inną historię: front przedstawia kompromis między Garibaldim a królem; po bokach widnieje hasło Rzym albo śmierć i historia działań, za które państwo aresztowało Garibaldiego; sam generał nie patrzy już w stronę Watykanu, choć kiedyś patrzył; narożniki przedstawiają miejsca związane z jego życiem. Na spokojne obejście pomnika i przyjrzenie się wszystkim szczegółom bez trudu można przeznaczyć 30 minut.

Warto tu również wracać dlatego, że Piazzale Garibaldi jest jednym z ważnych miejsc spotkań w mieście – przestrzenią, z której Rzymianie rzeczywiście korzystają. O świcie mijają pomnik biegacze, po południu na jego stopniach zbierają się klasy licealne, a wiele typowo rzymskich rozmów kończy się słowami ci vediamo da Garibaldi, „widzimy się u Garibaldiego”.
Od lat bywam tutaj o każdej porze dnia. Za każdym razem miejsce wygląda inaczej. Wczesnym rankiem, gdy jest pusto, a światło ma różowy odcień, pomnik odbiera się jako kompozycję z kamienia i brązu. Późnym popołudniem, gdy na placu przebywają dziesiątki osób, a u podstawy stoi zaparkowana Vespa, staje się zwyczajnym elementem miejskiej przestrzeni. Późną nocą, kiedy południowy wystrzał armatni jest już wspomnieniem, a panorama zmienia się w rozległe morze świateł, wydaje się starszy niż oba te obrazy.
Przyjdźcie raz dla historii zapisanej na cokole. Wróćcie później, aby zobaczyć wieniec u podstawy napisu ROMA O MORTE i zauważyć, że generał nie patrzy już w stronę Watykanu. Przyjdźcie po raz trzeci o wschodzie słońca, kiedy całe wzgórze jest niemal puste, a położona dwie minuty spacerem w dół Fontana dell’Acqua Paola należy wyłącznie do biegaczy. Wtedy łatwiej zrozumieć, dlaczego przez 130 lat Rzymianie pozostawili tego generała na jego wzgórzu, po cichu obracając go raz w jedną, raz w drugą stronę, lecz nigdy nie myśląc o jego usunięciu.
Autor: Artur Jakucewicz
Ta strona korzysta z plików cookie. Aby uzyskać więcej informacji, zapoznaj się z polityką plików cookie.
Rzym.guide © 2026. Stworzone z miłością przez rzymskich ekspertów i przewodników.